poniedziałek, 31 października 2016
Prolog
Myślami błądziła gdzieś bardzo daleko, gdy nagle usłyszała ostry ryk klaksonu i pisk opon. Czuła serce w gardle, całe jej ciało aż wibrowało od emocji. Wszystko działo się bardzo szybko. Kiedy zobaczyła jego cień po drugiej stronie ulicy, zerwała się do biegu, zapominając o całym świecie. Maska czarnego kabrioleta zatrzymała się kilka cali od jej lewej nogi. Od razu pobiegła dalej, brała wdech za wdechem, a mimo to jej płuca były jak z ołowiu.
- Stój! - krzyknęła głosem ochrypłym od wysiłku. - Stój!
Odwrócił się, rozejrzał dookoła. Nie zauważył jej i po prostu poszedł dalej.
- Zaczekaj! - gardło ją piekło i każde kolejne słowo było coraz mniej wyraźne. - Zatrzymaj się! Stój, proszę!
Tym razem stal jego spojrzenia przecięła gęste powietrze między nimi. Zatrzymał się i wyprostował zgarbione plecy. Na nosie miał okulary w czarnych oprawkach, na ramieniu śpiące dziecko. Małe usteczka otwierały się szerzej, co jakiś czas. Oddychało powoli, bardzo spokojnie. Spało w całym gwarze i zamieszaniu miasta.
- Malfoy? Draco Malfoy? - nie mogła się pomylić.
- Granger - odparł lekko zmieszany. Twarz miał wykutą w marmurze: idealną, stanowczą, bladą.
- Mam nadzieję, że go nie obudziłam - powiedziała ciszej. Podeszła do niego bliżej. - Nie chciałam ci robić kłopotu.
- W porządku - zmarszczył brwi. - Jak się czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęła się. - Zaskakująco dobrze.
Pokiwał głową, przyjmując to do wiadomości.
- Jak w pracy? - kontynuował wywiad mężczyzna. Zmrużył oczy i na mniej niż sekundę jego wzrok skierował się na te ciepłe usta.
- Zostaję sporo czasu po godzinach. - wzruszyła ramionami i wyginając głowę do tyłu rozmasowała sobie szyję palcami. - Nie wiedziałam, że masz dziecko. Przepraszam... nie wiedziałam, że związałeś się z kimś na dłużej.
- Tak. Ja i Astoria jesteśmy bardzo szczęśliwi - przeniósł zdezorientowany wzrok na główkę dziecka opartą o jego ramię. Przełknął ślinę. - Scorpius to nasze oczko w głowie.
- Bardzo się cieszę - uniosła wyżej podbródek. Był to wyraz cichego buntu, że ona Hermiona Jean Granger nie ma jeszcze swojej rodziny. - Muszę już iść.
- Ja też. Do zobaczenia kiedyś - ucałował wierzch jej prawej dłoni. Skóra była gorąca, a wargi spierzchnięte. Odwrócili się w tym samym momencie i każde poszło we własnym kierunku, nie obejrzeli się za siebie.
Draco spojrzał na swojego syna. Na główce miał drobne loczki, prawie białe, a pod zamkniętymi snem powiekami kryły się oczy koloru gorącej herbaty z miodem i cytryną.
Mimo to, wiedział, że stracił ją już te dwa lata temu. Nie było dnia, żeby nie budził się w nocy z krzykiem i sercem uciekającym z piersi. Nie było godziny, żeby nie uświadamiał sobie jak wiele zmieniła. Wszystko. Nie było minuty, żeby nie obwiniał się za grzechy przeszłości. Nie było sekundy, żeby nie dziękował, za najpiękniejszy dar, jaki mogła mu dać. Nie było lat, żeby zapomniał, choć próbował ze wszystkich swoich sił. Nie miał czasu, żeby przestać ją uwielbiać, więc rozpadał się tak, kawałek po kawałku. Do końca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz